z próbą zrozumienia
RSS
poniedziałek, 27 sierpnia 2007
bez tytułu

Tu jestem.

http://365.blox.pl/html

monopasterz

22:55, simpleyo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 maja 2007
rigor mortis

Wyblogowałem się. I nie pojawia się nic. Bezruch. Cisza. Resztkami sił piszę niepotrzebny tekst o tym, że nic nie piszę.

Pustka krzepnie.

23:00, simpleyo
Link Komentarze (9) »
niedziela, 20 maja 2007
byłem w wawie

Żeby zrozumieć dlaczego pokazuję tyle fot zamiast tłumaczyć sobie znaczenie wszelkich znaków na ziemi i na ziemi. I na niebie. I wodzie. Należy dotrzeć do wpisu opatrzonego zdjęciem z początkiem "Parady".

W tradycji polskiej przyjęło sie jednak, by do wszystkiego zabierać się od tzw. "dupystrony".

Co zważywszy na temat dzisiejszych obrazków wydawać by sie mogło wręcz nie na miejscu, na miejscu*? (*niepotrzebne skreślić)

"Pełna kultura z pałacem w tle"

09:33, simpleyo
Link Komentarze (2) »

"Niech prowadzi go Bóg"

09:24, simpleyo
Link Komentarze (1) »

"Bo to ważne, żeby jednak w coś wierzyć"

09:22, simpleyo
Link Dodaj komentarz »

Z tym zdjęciem wiąże się zabawna anegdotka.

Policja otoczyła gromadkę krewkich i seksualnie poprawnie zorientowanych Wszechpolaków, którzy usiłowali werbalnie i akustycznie określić swe obrzydzenie wobec paradujących dewiantów.

Proporcje w ilościach wyglądały zresztą mniej więcej tak:

- zdrowi rasowo, ideologicznie, patriotycznie Wszechpolacy - ok. 50 sztuk

- degeneraci i zboczeńcy - kilka tysięcy.

Więc policja odgrodziła zwartym kordonikiem z 10 narodowców, z których jeden przebił się przez policyjne tarcze i barki i usiłował zwiać. Niestety nie bardzo miał gdzie, ponieważ jedyna droga ucieczki prowadziła prosto w tłum demonstrujący swoją moralną degrengoladę (i jak mi się wydawało tolerancję dla wszelkiej odmienności).

Wszechpolak zatem przez ułamek sekundy zawahał się i na własnym przykladzie ukazując, że w sprawach etyki nawet chwila może decydować o klęsce - potknął się i upadł. No cóż...

Policjanci zaraz sprawnie, aczkolwiek brutalnie postawili gościa do pionu, ale tu zaczyna się najzabawniejsze:

Otóż idący obok mnie nobliwie i spokojnie wyglądający siwy, starszy mężczyzna nagle dostał bojowego zapału i wrzasnął:

- I bardzo dobrze! Bardzo dobrze! Łapać! Łapać! I od razu zajebać skurwysyna!

09:20, simpleyo
Link Dodaj komentarz »

"Roman Edukator"

09:05, simpleyo
Link Dodaj komentarz »

Trzeba uczciwie, choć z bólem, przyznać, że czytanie świata zdecydowanie przerasta moje mozliwości.

Siebie samego nie czytam, a co dopiero świat.

Zamiast więc czytania ze zrozumieniem, będzie oglądanie bez.

Na zdjęciu:

"Parada Równości - starrt przed Sejmem"

09:03, simpleyo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 maja 2007
życie to śmierć

Trwa we mnie jakiś marazm twórczy, który zresztą ma się nijak do ogólnego samopoczucia.

Ogólne samopoczucie jest bowiem zmienne, a marazm trwały.

Kilka dni temu miałem ładny sen. Śniło mi się, że kompletnie zwariowałem, tzn. wpadłem (na skutek nie znanych mi zupełnie przyczyn) w psychozę. Moje ześwirowanie polegało głównie na tym, że przestało mi zależeć na wszystkim na czym mi zależało do tej pory, czułem, że moja dawna przedchorobowa tożsamość przestała właściwie istnieć, nie byłem w stanie myśleć, trochę tak jakby jakaś siła, ktos zawładnął moim życiem.

Szedłem więc sobie ulicą i z niejakim zdziwieniem obserwowałem własną obojętność wobec faktu, że to jest jednak obciach jak psychiatra sam zachoruje na schizofrenię.

Byłem nawet u jakiegos lekarza, bo dałem się namówić, że jest mi potrzebne zwolnienie z pracy. Ale wszystko było pozbawione jakiegoś większego lęku, napięcia, wstydu, czy jakichkolwiek innych emocji.

Po głowie kołatało mi się jedynie stwierdzenie Talesa, że pomiędzy życiem a śmiercią, nie ma żadnej różnicy. A kiedy go pytano:

- Dlaczego więc nie umrzesz?

On odpowiadał:

- Ponieważ nie ma żadnej różnicy.

Szedłem więc sobie chodnikiem, mijałem przechodniów, cieszyłem się wolnością od obowiązków i wolnością od norm. Byłem śwrem i doświadczałem tego, że pomiędzy zdrowiem a chorobą nie ma żadnej różnicy. Dziwne, ale miłe uczucie.

Gdyby więc przyszło Wam do głowy, żeby zaszaleć, oszaleć albo zwariować, możecie to zrobić.

Lub nie. Nie ma różnicy.

23:01, simpleyo
Link Komentarze (4) »
środa, 16 maja 2007
zen żuka

Podczas niedawnych zajęć starałem się zająć sobą jak najmniej miejsca. Skuliłem się, kucnąłem. Z bliska zobaczyłem wyraźnie ziarnka piasku, kamyki, liście, źdźbła, brudy, patyczki.

Mały i brzydki sunąłem wolno żuczkowatym krokiem.

- Ładnie. Z tej perspektywy moja uroda nie ma najmniejszego znaczenia. Nawet brzydki jestem jakoś tam piekny. - pomyślałem sobie - Ale jak jestem taki mały to zaraz zje mnie jakiś ptak. Na przykład kura jakaś, albo...

Nagle jednak doznałem potężnej, radosnej, oswabadzającej iluminacji:

- I chuj. W końcu i tak to tylko jedno wcielenie.

 

17:31, simpleyo
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2